studnia

studnia      marchewkaz trzykrotnym ogonem buraki wychudłeod gorącego lata omdlałe słonecznikischowały rumieńce najmłodsze fasolkiszybko się zestarzały prosiłam ciebie o litośća ty topiłeśgrzechy wodąna tamtej stronie kuli postanowiłam dzisiaj samazbudowałamnajwiększąstudnię świata         

wystawa

wystawa      słoneczniki VAN GOGHAzawieszonenad betonowympłotem sztukaterii w tle niebieściszerszenipszczółbiedronekrozumuję istotękoloru i dźwiękutego miejsca nie wołajteraz na mnie stądodejdędzisiaj ostatnia słonecznizawieszonenad betonowympłotem sztukaterii w tle niebieściszerszenipszczółbiedronekrozumuję istotękoloru i dźwiękutego miejsca nie wołajteraz na mnie stądodejdędzisiaj ostatnia      

grodziskie truskawki

grodziskie truskawki      nasze truskawkizawsze najpierwszew ogrodzie tęsknotą warginiecierpliwiena przednówkuczekam na smakich wyobraźni z uczuciem w garścii z dumąpodaję ci jedo twoich 50-letnich ust mruganiem powieki milczeniemakceptujeszmoją młodzieńczość ze wstydem i z uśmiechemodwzajemniam cinajpiękniejszy smaknaszego życia          

zbiór owoców

zbiór owoców  odciśnięteślady kaloszyna wilgotnejziemiw moim ogrodzie zapełnionekosze jabłekrenklodzaprzysięgają zapachemtwoją dobroć karnawałnagich liściutulanasze szepty jeszcze trochętej radościdopóki  zapadniezmierzch     

huśtawka

huśtawka     pchasz mniew wykałaczekwyobraźnipostawionyna dwóchsumieniach zarozumiałaprędkośćdaje ci kolejnąszansęna uczucie posiwiały umysłod czasówzabawia się dzisiajw niedorosłość uścisktwoich ramionjest jak najszczerszeuczucie dziecka    

konfesjonał

konfesjonał      ocieplaneręce rosącałujątwoje spojrzenia na uprzątniętychpoletkach kopruzapach kartoflanki deszcz zaprzysiągł nam sto słówna grządkachnagiej sałaty rozkwitnięte melonyczysto płożą sięna naszych sumieniach pod cieniamisłonecznikówspowiadamy swoje grzechydopókikończy się dzień